Ekologia w czarnym sporcie

0
8893

Ekologia wkracza do żużla. Od tego sezonu w maszynach żużlowych muszą być montowane tak zwane limitery. To urządzenia ograniczające liczbę obrotów na starcie. Ma to wydłużyć żywotność silników, a przez to między innymi pozytywnie wpływać na środowisko.

            O wprowadzeniu limiterów zdecydowała FIM (Międzynarodowa Federacja Motocyklowa). Decyzja wzbudza jednak w środowisku mieszane uczucia.

            Żużel to sport motorowy, a więc dużą rolę w nim odgrywają silniki. Oczywiście żużlowe maszyny bez człowieka rywalizacji nie wygrają, ale w stwierdzeniu „im lepszy i mocniejszy silnik,  tym szanse na wygraną większe” jest sporo prawdy. To dlatego tak mocna pozycja w tym sporcie tak zwanych tunerów, czyli fachowców wyspecjalizowanych w przygotowywaniu żużlowych silników.

            Silniki w maszynach żużlowych  podczas startu podkręcane są na bardzo wysokie obroty. Te wartości sięgają 15000 obrotów na minutę, a wewnątrz tłoków działają ogromne siły.  Limitery ograniczyć  mają liczbę obrotów do 13500 na minutę. Skąd ta zmiana?

            Przede wszystkim podyktowana jest ona względami ekonomicznymi, ale decyzja FIM wpisuje się też w ogólnoświatowy trend ekologiczny. Obniżenie maksymalnych obrotów silnika na starcie sprawi, że wydłuży się jego żywotność. Permanentne i częste generalne remonty silników wpisane są w charakterystykę czarnego sportu. Teraz, po wprowadzeniu limiterów ma ich być mniej. To z kolei ma się przełożyć na obniżenie kosztów napraw ponoszonych przez żużlowców. W konsekwencji mniejsze zużycie silników i mniejsza emisja spalin na starcie (to też jeden z aspektów tego problemu) będą miały wpływ na środowisko.

            Sprawa wydaje się oczywista i godna przyklaśnięcia. Dlaczego więc środowisko żużlowe  nie ocenia jej jednoznacznie pozytywnie? Po pierwsze nie wszyscy zgadzają się z argumentem niższych kosztów. Na przykład Michał Gruchalski, zawodnik Unii Tarnów na lamach portalu www.magazynzuzel.pl mówi tak:

            -Jedyną zaletą [limiterów] wydaje się wpływ na wydłużenie żywotności silnika. Ale nie znamy jeszcze wszystkich wad limitera, a na pewno one istnieją. Znam już przypadki, gdzie na samym grzaniu silnika cewki się spaliły. Ponadto mogę dodać, że cena cewki jest dwa razy większa od tej, której używaliśmy w poprzednich latach. Być może nowość wprowadzona do silnika sprawi również, że w trakcie wyścigów będą się działy z motocyklem rzeczy nieprzewidziane, czyli np. defekty.

            Po drugie limitery na wielu zawodnikach wymuszą zmianę techniki startu. Wielu żużlowców  startuje na tak zwanym pełnym gazie, maksymalnie odkręcając manetkę. Obligatoryjne ograniczenie liczby obrotów sprawi, że ta technika startu po prostu stanie się bezużyteczna. Ograniczeniem obrotów, a więc zmniejszeniem mocy silników martwią się też żużlowcy… z wyższą wagą.  Do tej pory na torze kompensowali ją zwiększeniem mocy silnika. Teraz mogą być skazani na przymusową dietę. I wbrew pozorom nie jest to wcale bagatelny problem, bo odchudzanie się na siłę, by dostosować wagę  do mocy maszyny może mieć niebezpieczne skutki.

Autor: Maciej Górecki/www.magazynzuzel.pl